SJP
SŁOWNIK SJP

sian

dopuszczalne w grach (i)

siano

1. wyschnięta trawa lub wyschnięte kłosy zbóż;
2. potocznie: pieniądze;
3. wykręcić się sianem - uniknąć czegoś kłopotliwego za pomocą łatwego wybiegu


KOMENTARZE:

misiaaa_zg # 2007-07-17

jak moze byc sian.... nie możliwe siano jest to wyraz niepoliczalny.. eh..

super_alunia # 2007-08-21

dokladnie, trzech stogów siana a nie stogów sian ;/

~gosc # 2009-01-30

a czemu nie sianów? to niekonsekwentne.

pluralis4ever # 2010-04-08

jest Sianów (miasto)

~gosc # 2018-11-05

Nie ma liczby mnogiej, było o to pytanie w Jeden z dziesięciu! Gdyby się kierować tym słownikiem, przegrałoby się!

~gosc # 2018-11-05

Przed chwila pan prowadzący Jeden z dziesięciu powiedział że siano nie ma liczby mnogiej i pani źle odpowiedziała i przegrała ale jak widać tutaj mają inne zdanie

winowjajca # 2018-11-06

Zawodnik powinien wysłać oficjalny protest w oparciu o opinię Poradni Językowej.
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/rzeczowniki-niepoliczalne;3444.html

Gdybym brał udział w tamtym odcinku, zgłosiłbym od razu swoją wątpliwość (zasady programu wręcz nakazują to w tego typu przypadkach; wiem, bo sam brałem w nim udział 2 lata temu).

~gosc # 2018-11-06

Problem w tym że jest to tylko opinia.
Stoi ona w sprzeczności z zapisami w słownikach, gdzie skrót 'blm' znaczy po prostu to co znaczy, a nie to co komu się podoba.

~gosc # 2018-11-06

I nic byś nie uzyskał, ponieważ opierają się na normatywnych słownikach PWN. Równie dobrze mógłbyś powoływać się na MSPP WARCYMB.

winowjajca # 2018-11-06

"Stoi ona w sprzeczności z zapisami w słownikach, gdzie skrót 'blm' znaczy po prostu to co znaczy, a nie to co komu się podoba."

Problem w tym, że sami autorzy słowników nieco się zapędzili z tym blm. SJPDor we wstępie podaje:
"9. skrót blm oznacza, że w danym rzeczowniku nie występują W ZWYKŁYCH UŻYCIACH [podkr. moje] formy liczby mnogiej"
Innymi słowy, blm nie oznacza całkowitego braku lm. Gdyby, załóżmy, w programie padło pytanie nie o siano, lecz piwo, to także "dwa piwa" uznano by za złą odpowiedź?
Także SJP Szymczaka interpretuje ów skrót następująco:
6. Rzeczowniki, które W ZASADZIE [podkr. moje] nie występują w liczbie mnogiej, opatrzone są skrótem blm (= bez liczby mnogiej).
W tym samym słowniku występuje również pewna "niekonsekwencja", np. "żeliwo" oznaczono jako blm, ale przy haśle "bainit" podano objaśnienie: "składnik strukturalny stali hartowanych i ŻELIW szarych". No więc jak, słownik przeczyłby samemu sobie? ;)

Więcej na ten temat tutaj: https://blog.dobryslownik.pl/liczba-rzeczownikow-cz-i-ilewidzisz-piw-oraz-co-oznacza-blm-w-slownikach/

~gosc # 2018-11-06

Jak chcecie to interpretujcie sobie 'blm' jako 'nie-blm' a furtki w stylu "NIEzwykłe użycia" jako "poprawne formy". Nikt wam przecież nie broni marzyć.
Nie musicie też wiedzieć co to znaczy, że coś jest niepoliczalne.

winowjajca # 2018-11-06

Nie ja, uparty gościu, wymyśliłem, że "blm" oznacza "w zasadzie bez liczby mnogiej". Nie są to marzenia, lecz fakty, poparte cytatami redaktorów słowników.
Ponadto myli ci się język polski z angielszczyzną - tam niepoliczalność jest regułą gramatyczną, tutaj jedynie odnosi się do - że tak to brzydko ujmę, ale nie znajduję lepszych słów - występowania w przyrodzie.

~gosc # 2018-11-08

"blm" oznacza "w zasadzie bez liczby mnogiej"
Jeśli to nie twoja fantazja, to co? Może jakieś nowe odkrycie? Prawo pozwalające zmienić czyjąś wypowiedź o 3%?

"myli ci się język polski z angielszczyzną"
Koniecznie oświeć też pewną pewuenowską poradnię, że jej ekspertom, łącznie z twoim ulubionym od wymyślania skrótów na nowo, pomyliły się języki, kiedy rozprawiali o rzeczownikach policzalnych/niepoliczalnych!!!

winowjajca # 2018-11-08

"Jeśli to nie twoja fantazja, to co? Może jakieś nowe odkrycie?"

Dobrze to ujęłoś, nowe odkrycie. Cieszę się, że wciąż takowe ci się przydarzają, w końcu uczymy się całe życie...

"Koniecznie oświeć też pewną pewuenowską poradnię (...)"

Dlaczego ja mam to robić? To Ty uważasz, że pomyliły im się języki, więc ciężar "uświadomienia" tychże ekspertów spoczywa na Tobie :). Uprzedzam: z prof. Doroszewskim i prof. Szymczakiem mogą być kłopoty, no ale nie takie rzeczy robiło się ze szwagrem po pijaku, czyż nie?

~gosc # 2018-11-08

"w końcu uczymy się całe życie"
Uczymy się całe życie czego, typku? Że można fałszować czyjeś wypowiedzi i kłamać kiedy nam pasuje?

"Dlaczego ja mam to robić?"
Ty tu jesteś ekspertem, na pewno asystenta prof. balansa chętniej wysłuchają, no i lepiej wytłumaczysz, nawet pod wpływem, bo po prostu się na tym lepiej znasz.
Poza tym to cały czas twoja fantazja.

winowjajca # 2018-11-08

"Uczymy się całe życie czego, typku? Że można fałszować czyjeś wypowiedzi i kłamać kiedy nam pasuje?"

To też, chociaż muszę skromnie przyznać, iż ową umiejętność zdecydowanie lepiej sobie przyswoiłeś :)

"Ty tu jesteś ekspertem"
I tu się mylisz. Ja tylko zacytowałem wypowiedzi ekspertów, Ty zaś je kontestujesz, więc masz większe pole do popisu.
Fantazjowanie nt. asystentur u prof. Balansa też zostawiam Tobie, ja aż tak "zboczony" nie jestem.

~gosc # 2018-11-08

Nie powiedziałbym, że sobie coś tutaj przyswoiłem, a nawet jeśli, to z tej wątpliwej 'umiejętności' nie korzystam. Powiedzmy że, w przeciwieństwie do ciebie, nie mam takiej potrzeby.


"ja aż tak "zboczony" nie jestem"
Być może tak myślisz, ale wystarczy, że zapoznasz się z definicją asystenta, a zobaczysz jak twoje wsparcie dla dokonań prof. balansa idealnie się w nią wpisuje.
Wystarczy tylko zerknąć na parę ostatnich wątków tutaj.


"I tu się mylisz. Ja tylko zacytowałem..."
No właśnie tu nie popisałeś się swą słynną skromnością, i nieskromnie dokonałeś też drobnej korekty.
Ale, jak mniemam, działasz w słusznej sprawie więc co za różnica, prawda?


"Ty zaś je kontestujesz"
Nie śmiałbym.
Mogę co najwyżej skonstatować, że wygrzebywanie 'porad' z sieci i stawianie ich przed opracowaniami naukowymi - to twoje zajęcie.

~gosc # 2018-11-08

Informuję, że Balans już nie jest profesorem, lecz docentem, w dodatku tylko małomiasteczkowym.

balans # 2018-11-08

Winowjajca!!!
Czuj się zwolniony! Nie jesteś już asystentem docenta balansa.
Nota bene, chyba nawet nie byłeś - tylko kto w to uwierzy?
Ludzie małej wiary z pewnością nie.

winowjajca # 2018-11-08

""Ty zaś je kontestujesz"
Nie śmiałbym."
Dlaczego więc wyraźnie dajesz do zrozumienia, że nie zgadzasz się z tym, o czym redaktorzy SJPDor i SJPSzym napisali w objaśnieniu dotyczącym oznaczenia "blm" (i, co gorsza, jeszcze owe brzydkie insynuacje wmawiasz mojej, niech Ci będzie że nieskromnej, osobie)?

"Mogę co najwyżej skonstatować, że wygrzebywanie 'porad' z sieci i stawianie ich przed opracowaniami naukowymi - to twoje zajęcie."
Akurat poradnia językowa PWN-u nie jest od siania zamętu w kwestiach językowych (jak zapewne sądzisz*), tylko wręcz przeciwne, od tłumaczenia niektórych zawiłości.
*Chyba że jesteś zaciekłym mirnalistą, co by mocno zmieniało postać rzeczy.

"zobaczysz jak twoje wsparcie dla dokonań prof. balansa idealnie się w nią wpisuje"
Rety, co za kocopoły. To, że raz czy dwa razy poparłem Balansa w jakiejś dyskusji, nie znaczy, że wspieram go we wszystkim. Raz mogę być probalansowy, innym razem promirnalowy, jeszcze innym - promarek176cmowy. Zależy po czyjej stronie jest racja w danym momencie. Tak trudno sobie przyswoić ten fakt?

winowjajca # 2018-11-08

"Czuj się zwolniony! Nie jesteś już asystentem docenta balansa."
Trudno, poszukam sobie innego pracodawcy. Może akurat pojawił się wakat u dra hab. Marka176cm? ;)

~gosc # 2018-11-08

Ja tylko trzymam się tego co napisałem na początku, że "blm" znaczy to co znaczy.
Tak samo jak 'skrót' "zwykle blm" znaczy "zwykle bez liczby mnogiej" a nie "zwykle (w zasadzie) bez liczby mnogiej" czy też w twojej autorskiej wersji "zwykle w zasadzie bez liczby mnogiej"
Tyle. To tobie brakuje odwagi by się z tym wprost nie zgodzić i sobie dorabiasz ideologie w stylu: czarne jest czarne ale czasem też i trochę białe, więc w sumie to nie jest czarne tylko białe.

Co do poradni językowej jest ona, jak sama nazwa wskazuje, do udzielania porad.
Indywidualnych porad. A udzielający ich eksperci niejednokrotnie podkreślają, że ich opinie są oparte na ich własnych przekonaniach.
I nie raz, ani nie dwa, okazywało się że te porady są nic niewarte albo zawierają poważne błędy merytoryczne.
I żeby było jasne, nie uważam żeby to było coś złego, ludzie są omylni, a jak to się mówi, nie myli się ten co nic nie robi.
Myślę też że nikt przytomny nie oczekuje od poradni jakości równej opracowaniom naukowym.

A ty bezczelnie wybierasz sobie z 'morza porad' te co ci pasują, a z nich pojedyncze słowa, interpretujesz to po swojemu, tak jak ci jest wygodnie, oczywiście ignorując całkowicie całą resztę, i mówisz: TAK!! MAM DOWÓD! CZARNE JEST BIAŁE!!!

"Rety, co za kocopoły. To, że raz czy dwa razy poparłem Balansa..."
Cóż mogę na to rzec. Asystentem się bywa :D

winowjajca # 2018-11-08

Nie no, to musi być jakiś troll. Nie ma chyba ludzi aż tak odpornych na fakty...

Powtarzam: znaczenie skrótu blm jako (w zasadzie) bez liczby mnogiej nie jest wymyślone przeze mnie, podałem przykładowe wypowiedzi językoznawców na ten temat i nie są to jakieś wyselekcjonowane czy tam wyrwane z kontekstu urywki, tylko OFICJALNE zasady języka polskiego. Ty zaś trzymasz się swojej wersji jak pijany płotu i żadne argumenty do ciebie nie docierają, albo świadomie ich nie przyjmujesz (skłaniam się ku temu drugiemu).
Nie mówię, że poradnia językowa jest jakąś wyrocznią, niemniej warto opierać się na niej w razie wątpliwości. Tą wątpliwością jest w tym przypadku liczba mnoga wyrazu "siano": z racji natury przedmiotowej tego słowa rzadko używa się go w liczbie mnogiej, jednak nikt nie zakwestionuje poprawności stwierdzenia np. "Siano z trawy i siano z roślin motylkowych to dwa różne siana" (i analogicznie: mleko krowie i kozie to dwa różne mleka - mimo iż "mleko także formalnie jest oznaczone "blm").

"(...) oczywiście ignorując całkowicie całą resztę (...)"
Jaką resztę? Jak dotąd nikt w tej dyskusji nie przedstawił żadnych racjonalnych kontrargumentów, tylko jakieś krzyki w stylu "nie masz racji, bo tak".

"Cóż mogę na to rzec. Asystentem się bywa :D"
Domyślam się, że z powodu jakiejś nieskrywanej nienawiści do Balansa hejtujesz teraz wszystkich, którzy choć raz stanęli po jego stronie. Przypominasz mi jednego usera sjp - muszlina vel slowakiwona, który analogicznie pluł na wszystkich (mnie również się dostało), którzy mieli czelność bronić Mirnala. Mnie tam Balans jest obojętny, nie znam go osobiście, wiem o jego istnieniu wyłącznie dzięki tej stronie. Jeśli masz jakieś animozje z nim związane, to załatw sprawę po męsku, wyzwij go na pojedynek, cokolwiek... Bo póki co swoją pseudonaukowo-hejterską gadką wyłącznie się kompromitujesz :).

winowjajca # 2018-11-08

Jeszcze tak na marginesie - czy jesteś tym samym gościem, który niedawno wykłócał się ze mną pod "siry" i "kontrahenty"?

~gosc # 2018-11-08

Opinie zamieszczane w porządnych poradniach językowych (jak np. PWN-owska, UŚ czy DS) mają większą wartość niż skrótowe informacje w słownikach, bo dotyczą konkretnego problemu i są podpisane przez konkretnego lingwistę, który bierze odpowiedzialność za swoje słowa, podczas gdy skrótowce w słownikach, ich rozwinięcie we wstępie są (prze)pisane i przypisane często nie wiadomo przez kogo (najczęściej nie przez osobę figurującą jako redaktor słownika, bywa że przez jakiegoś studenta czy doktoranta na zleceniu).
Ale nawet cytowane przez Winowjajca rozwinięcie skrótu "blm" w niektórych słownikach nie pozostawia wątpliwości, że jest on zaleceniem użytkowym, stylistycznym (czyli: raczej nie używaj liczby mnogiej, bo źle brzmi, chyba że jest po temu istotny powód), a nie gramatycznym czy semantycznym, jak "blp". Tu nie ma symetrii i "blp" powinno znaczyć "nie ma liczby pojedynczej, bo nie ma obiektu mogącego być taką nazwą określonym (widły, mydliny, imieniny) i często nawet nie wiadomo, jak mogłaby ona brzmieć (np. drzwi).
Ale żeby nie wszystko było takie proste, to warto zauważyć, że przy "blp" słownikarze też się czasem zapędzają, bo im się nie chce sprawdzić, jak brzmi faktycznie obecna w języku liczba pojedyncza i stawiają owo "blp" bezzasadnie.
A jeżeli, Drogi Gościu, chcesz prac naukowych dotyczących problemu braku czy też istnienia liczby mnogiej, to znalezienie takowych nie byłoby żadnym problemem. Na początek może:
https://depotuw.ceon.pl/bitstream/handle/item/200/ST_Lukasz_Szalkiewicz_doktorat.pdf?sequence=1
Tam znajdziesz i zreferowane poglądy na kwestię singulariów tantum (czyli tych rzeczowników bez liczby mnogiej) wielu autorów i bogatą literaturę na końcu.
G-a

~gosc # 2018-11-08

Bardzo ładnie, lecz można wydzielić jedną mydlinę. Mnie się udało.

cpg

PS: G-a, jeśli zapomniałeś hasła do swojego konta na kurniku, załóż jakieś i odezwij się do Winowjajcy (Pluralisa), mamy bardzo ważne i intrygujące wieści, nadto tęsknimy za Tobą bardziej niż młodzież za cymbałem :).

singularis4e # 2018-11-09

Zgadzam się, istnieje mydlina. Należy upojedynczyć wszystko co możliwe. Może nie zaraz "widły", ale na pewno wyrazy typu "mydliny" i "trociny". Dlaczego sztandarowe pluralia tantum jak "fusy", "męty" lub "banialuki" mają w tym słowniku lp, a ww., które tak samo łatwo albo nawet łatwiej wyodrębnić, nie?

winowjajca # 2018-11-09

@G-a
Wreszcie jakiś głos rozsądku w tej pyskówce :).
W sumie chodziło mi o to, żeby uświadomić gościa i jemu podobnych, że zasada blm jest czysto umowna (w przeciwieństwie do "silnej" zasady blp); dokładając do tego jego (najprawdopodobniej) wywody pod hasłem "siry", można uznać, że jeśli chodzi o wiedzę z zakresu języka ów gostek zatrzymał się na etapie szkolnym - tam bowiem (zapewne żeby nie mieszać uczniom zbytnio w głowach) uczą, że np. czasowniki 1 i 2. osoby nie mają rodzaju nijakiego (np. "biłom", "zgodziłoś"), nie ma czasowników trybu rozkazującego dla 1. osoby (np. niech idę), czy wreszcie to, że formy deprecjatywne typu "siry", "policjanty", "studenty" są niepoprawne (z drugiej strony nauczyciele nie mają jakoś kłopotów z wołaczami rzeczowników nieosobowych typu "karto", "informacjo", choć idąc tym tropem powinni takowych również zakazywać).
Tym niemniej inwektywy wymierzone w moją stronę (i adekwatne reakcje) uniemożliwiły przeprowadzenie rzeczowej dyskusji.

~gosc # 2018-11-09

Czemu kwestionujesz autorstwo słowników, a autorstwa porad internetowych (pisanych) już nie? Czym się różni wg ciebie podpis na słowniku od podpisu pod poradą?
Nawet jeśliby uznać, choć nie widzę po temu absolutnie żadnego powodu, że autorzy dowolnego słownika nie wiedzą pod czym się podpisali, to czy może to ich zwalniać z odpowiedzialności?
Słyszałeś o jakimś studencie-anonimie, który publicznie twierdził, że jest autorem jakiegoś słownika, i że to on za jego treść odpowiada?
Zastanów się, proszę, co piszesz!
Tak z ciekawości, czy o tym słowniku też masz takie zdanie, że jest pisany przez nie wiadomo kogo, więc nie sposób brać jego zawartości na poważnie?

blm znaczy "nie używaj... bo źle brzmi"? Poważnie??
O blp nic nie wspominałem. Tu nie ma chyba kontrowersji, może poza ustaleniem istnienia "obiektu mogącego być taką nazwą określonym".
Ale i tak nie rozumiem co chcesz tym udowodnić.
Kwalifikator blm zależy przede wszystkim od znaczenia i wynikającej z niego niepoliczalności. Nadając słowu nowego, policzalnego znaczenia możemy się tego kwalifikatora łatwo pozbyć. I z blp jest bardzo podobnie, tyle że tu niejako nie nadajemy policzalności lecz jedynie uzupełniamy ją o tę "jedną sztukę".

"A jeżeli, Drogi Gościu, chcesz prac naukowych dotyczących problemu braku czy też istnienia liczby mnogiej, to znalezienie takowych nie byłoby żadnym problemem. Na początek może:
https://depotuw.ceon.pl/bitstream/handle/item/200/ST_Lukasz_Szalkiewicz_doktorat.pdf?sequence=1"

Chyba raczysz sobie żartować, Drogi G-a (niestety Twój podpis nic mi nie mówi, nie jestem częścią tutejszej społeczności).
Muszę Cię zmartwić, starego wróbla na plewy nie weźmiesz.
Wiem że to wypracowanie starego skrablisty. Nie muszę nawet tego czytać, żeby wiedzieć co tam jest.
Bo który skrablista nie wie, że wszystko ma liczbę mnogą, prawda?
W końcu całe życie takie słowa wykładał na planszy, bo zasady gry na to pozwalały, więc... no wiecie :D

Ps Mimo wszystko miło, że jednak znalazł się ktoś z kim można normalnie porozmawiać, bez drwin i epitetów. Nie spodziewałem się tego tutaj.

winowjajca # 2018-11-09

"Ps Mimo wszystko miło, że jednak znalazł się ktoś z kim można normalnie porozmawiać, bez drwin i epitetów. Nie spodziewałem się tego tutaj."

Trudno żebyś się spodziewał, skoro sam masz problemy ze stosowaniem się do ww. zasady (w każdym razie nie ja wyskoczyłem z fantazjowaniem i caps lockiem / wykrzyknikami, nie mówiąc o takich pieszczotliwych zwrotach jak "typku").

winowjajca # 2018-11-09

"Chyba raczysz sobie żartować (...) Wiem że to wypracowanie starego skrablisty. Nie muszę nawet tego czytać, żeby wiedzieć co tam jest."

A nie mówiłem? To jeden z tych "znawców" spod znaku "jeśli fakty mówią co innego niż ja, to tym gorzej dla faktów".

~gosc # 2018-11-09

"Czemu kwestionujesz autorstwo słowników, a autorstwa porad internetowych (pisanych) już nie? Czym się różni wg ciebie podpis na słowniku od podpisu pod poradą?"
Bo wiem jak to działa... z autopsji.
Zresztą widać jak to wygląda - w poradni ktoś zadaje pytanie i wtedy zwykle odpowiadający pochyla się nad tym konkretnym problemem, bada źródła, frekwencje, konfrontuje z zasadami i odpowiada zgodnie ze swoją wiedzą. (Są i wyjątki, jak niesławna poradnia , na którą Mirnal zwykł się powoływać wspominając o "kowbojach i grylowanku").
A słowniki? No cóż, wydawnictwo musi wydać słownik (bo się rozejdzie, bo ludzie i szkoły kupią), więc się łapie jakiś gotowy plik ze słowami zadziwiająco zbieżny z plikiem ze słownika innego wydawnictwa, wprowadza poprawki niezbędne do tego, żeby inne wydawnictwo nie pozwało o plagiat (tę robotę nierzadko odwalają studenci na fusze), dodaje trochę nowych słówek, żeby można było napisać, że słownik jest na czasie, a na koniec bierze się jakiegoś profesora z nazwiskiem, żeby to wszystko podpisał i napisał wstęp.
Wyjątkami od tej reguły w ciągu ostatniego półwiecza były chyba tylko, spośród słowników ogólnych, "Inny słownik języka polskiego" Bańki i "Słownik współczesnego języka polskiego" Dunaja (WSJP Żmigrodzkiego to słownik elektroniczny, poza tym nieukończony, więc go nie wspomniałem). Reszta to mniej lub bardziej zmutowane klony Doroszewskiego.

"Tak z ciekawości, czy o tym słowniku też masz takie zdanie, że jest pisany przez nie wiadomo kogo, więc nie sposób brać jego zawartości na poważnie?"

Akurat mniej więcej wiem, kto go robi, a przynajmniej robił kiedyś, i można powiedzieć, że w ramach przyjętych założeń jest robiony poprawnie. A że założenia są moim zdaniem durne (były dobre 15 lat temu), to inna historia.

"Kwalifikator blm zależy przede wszystkim od znaczenia i wynikającej z niego niepoliczalności. Nadając słowu nowego, policzalnego znaczenia możemy się tego kwalifikatora łatwo pozbyć."

Nie tylko tak. Jakbyś zajrzał do tego doktoratu, to w rozdziale 6. znalazłbyś więcej mechanizmów tworzenia liczby mnogiej i w kilku zmiana znaczenia nie jest potrzebna. Ale nawet... skoro mechanizm tworzenia znaczeń pochodnych jest regularny (a jest!), to kwalifikator "blm" w sensie semantycznym i gramatycznym nie ma racji bytu.

"I z blp jest bardzo podobnie, tyle że tu niejako nie nadajemy policzalności lecz jedynie uzupełniamy ją o tę "jedną sztukę"."

To, o czym piszesz, dotyczy błędnych, nadmiarowych przypisań "blp", o których wspomniałem, np. alkeny, płazy, japonki. Nietrudno tu wyodrębnić jedną sztukę i błąd tkwi w hasłowaniu w słowniku. W przypadku właściwego zastosowania "blp" jest inaczej. Czym miałby być obiekt noszący pojedynczą nazwę od "wideł", "mydlin" czy "imienin"? Jednym zębem, jedną bańką, jednym toastem? Widzisz różnicę?

"Muszę Cię zmartwić, starego wróbla na plewy nie weźmiesz.
Wiem że to wypracowanie starego skrablisty. Nie muszę nawet tego czytać, żeby wiedzieć co tam jest."

To prawda, Łukasz jest kim jest, życiorysu nie zmieni, ale:
- praca doktorska, i to wysoko oceniona, to jednak nie wypracowanie, jakim nieraz bywa, przyznaję, praca magisterska. Praca doktorska ma na celu dowiedzenie, że aspirujący ma wysoki poziom wiedzy specjalistycznej i jest przygotowany do samodzielnej, twórczej pracy badawczej;
- scrabble'owa przeszłość Łukasza nie ma żadnego wpływu na zastane fakty, czyli omówione w pracy poglądy innych językoznawców na singularia tantum, a także na zawartość artykułów z bibliografii;
- podziwiam, że znasz treść bez zaglądania do pracy, jedynie na podstawie nazwiska autora. Obawiam się jednak, że w takiej sytuacji dyskusja merytoryczna może być znacznie utrudniona.

"Bo który skrablista nie wie, że wszystko ma liczbę mnogą, prawda?"

Mylisz przyczynę ze skutkiem. To nie przekonania skrablistów wpłynęły na poglądy językoznawców, ale skrabliści przyjęli poglądy pewnej (żeby nie było - większościowej) grupy językoznawców m.in. na kwestię istnienia liczby mnogiej.

G-a nic nie mówi... nawet mnie :D Mimo wszystko dziękuję za słowa uznania.

~gosc # 2018-11-09

I jeszcze jedno.
"Nawet jeśliby uznać, choć nie widzę po temu absolutnie żadnego powodu, że autorzy dowolnego słownika nie wiedzą pod czym się podpisali, to czy może to ich zwalniać z odpowiedzialności?"

Nie może, toteż, jak Ci pokazano, podpisują się i pod wyjaśnieniami zawartymi we wstępach do wielu słowników, że "blm" nie oznacza bezwzględnie braku form liczby mnogiej, ale to, że w zwykłych, codziennych użyciach tych form się nie używa.
To Ty uparcie chcesz odczytywać niefortunne "blm" dosłownie, mimo przeciwnych wskazań w słownikach.
G-a

~gosc # 2018-11-10

Istnienie tego słowa tu oznacza, że ten słownik ma niewiele wspólnego z językiem polskim. To jest slownik tylko do gry i to słowo istnieje tylko w grze.

winowjajca # 2018-11-11

"Istnienie tego słowa tu oznacza, że ten słownik ma niewiele wspólnego z językiem polskim."

Istnienie tego komentarza oznacza, że jego autor ma niewiele wspólnego z rozumem.

~gosc # 2018-11-12

"Bo wiem jak to działa... z autopsji."

To znaczy co masz dokładnie na myśli? Byłeś przy toworzeniu jakiegoś słownika, widziałeś ten "proceder" na własne oczy?
Oczywiście jeżeli to prawda, że tak się to odbywa, to bardzo niedobrze.
Ja niestety nie wiem jak to wygląda od kuchni, mogę co najwyżej oceniać już gotowe dania, podane do stołu.

Od razu mam jednak jedną uwagę.
Bo rozumiem, mogę nawet napisać, że czuję przez skórę, że tak to może być. Znany numer, kopiuj-wklej, byle do przodu, itd., itp.
Ale mimo wszystko, z tego jak to opisujesz, to wynika że te lewe akcje dotyczyłyby samego meritum, czyli powielania błędów i nie aktualizowania tych tysięcy stron z hasłami.
I jakoś nie widzę tu miejsca na to, by w taki sposób mogły zostać zdefiniowane kwalifikatory typu blm, czy jakiekolwiek inne.
To raptem kilka, może kilkanaście stron, i nawet jeśli robił je jakiś 'student na fusze', no to po prostu musiały to przejrzeć jakieś kompetentne osoby, zanim poszło do tego 'profesora z nazwiskiem', żeby klepnął.


"w poradni ktoś zadaje pytanie i wtedy zwykle odpowiadający pochyla się nad tym konkretnym problemem"

Pytanie, skąd pewność kim jest ten odpowiadający, co się pochyla?
I że nie jest to jakiś tam student na fusze?
Pytania się powtarzają a odpowiedzi różnią się od siebie.


"Wyjątkami od tej reguły w ciągu ostatniego półwiecza były chyba tylko, spośród słowników ogólnych, "Inny słownik języka polskiego" Bańki i "Słownik współczesnego języka polskiego" Dunaja"

A można zapytać, skąd to wiesz? Skąd masz pewność, że żaden student się tam nie wkręcił i czegoś nie odwalił?


"Akurat mniej więcej wiem, kto go robi, a przynajmniej robił kiedyś"

Z jakiegoś powodu jednak takie informacje nie są tu upubliczniane.
Znasz może ten powód?


"Jakbyś zajrzał do tego doktoratu, to w rozdziale 6."

Naprawdę nie ma potrzeby. Uważam że merytoryczną dyskusję mozna spokojnie prowadzić bez odsyłania się wzajemnie do coraz to pulchniejszych publikacji.


"Ale nawet... skoro mechanizm tworzenia znaczeń pochodnych jest regularny (a jest!), to kwalifikator "blm" w sensie semantycznym i gramatycznym nie ma racji bytu."

Sam mechanizm owszem, jest regularny, ale nie oznacza to, że jest używany automatycznie.
Gdyby tak było to do wszystkich słów można by z automatu dopisać te 'pochodne' znaczenia, prawda? Czemu się więc tego nie robi?
Z blp zresztą byłoby to samo. Tak samo 'regularnie' można upojedynczyć te wszystkie widły, mydliny, imieniny, co zresztą sam uczyniłeś, bez najmniejszego problemu.
Pytasz, czym miałby być ten wyodrębniony jeden wideł.
"Jednym zębem" A czemu nie? Jedna soczewka z oprawką jakoś stała się jednym okularem.
"Mydlina?" A co miałby znaczyć ten jeden "sian"?
To jest dokładnie to samo pytanie. Jest to dokładnie taki sam rzeczownik zbiorowy, z którego usiłujemy coś wydzielić i nazwać to tym samym słowem.
"Imienin... jednym toastem?" Żeby dojść do toastu potrzeba już nie lada wyobraźni, przyznaję ;)
Sam uważam że 'jeden imienin' nie ma racji bytu, tak samo zresztą jak ten 'jeden sian'. Na określenie toastów i źdźbeł mamy już osobne słowa i one wystarczą.
I jest to argument za pozostaniem w konwencji oznaczeń blp, blm.
Ale nawet tu widzę możliwości i pole do popisu.
Pytanie, dlaczego to słownikarze mają się popisywać i wymyślać nasz język zanim my jeszcze to zrobimy? O ile zrobimy, bo może gdzieniegdzie będziemy chcieli jednak zachować tę niepoliczalność i jej nie rozmieniać na drobne. I wtedy blm bardzo się przyda.


"To, o czym piszesz, dotyczy błędnych, nadmiarowych przypisań "blp""

Nie, nie. Chodziło mi dokładnie o te (jeszcze) nie wprowadzone do języka pojedyncze 'trudne' formy. Czyli to co napisałem już powyżej.


"Praca doktorska ma na celu dowiedzenie, że aspirujący ma wysoki poziom wiedzy specjalistycznej..."
"Obawiam się jednak, że w takiej sytuacji dyskusja merytoryczna może być znacznie utrudniona."

Bez przesady. Rozmawiamy sobie tylko o liczbie mnogiej i przy okazji trochę też o pojedynczej, i jej potraktowaniu w słownikach dla zwykłych ludzi.


"scrabble'owa przeszłość Łukasza nie ma żadnego wpływu..."
To myślenie życzeniowe. Sądzę że bardziej prawdopodobne jest, że jego poglądy na te skrablowe 'niuanse' utrwaliły się zanim jeszcze mógł nabyć wiedzy mogącej pozwolić mu na (ewentualną) ich zmianę.


"podziwiam, że znasz treść bez zaglądania do pracy"

Nie znam. Wiem do jakich wniosków doszedł. Takich jakich należało oczekiwać po skrabliście. Chyba się nie mylę?


"Mylisz przyczynę ze skutkiem."

Być może. Nie znam od podszewki tej historii.
Wiem jednak że skrabliści nie wzięli sobie dostępnych słowników języka polskiego tylko zamówili zrobienie takiego jednego specjalnie dla nich.
Być może nawet sami go sobie zrobili i tylko podsunęli znanym profesorom do podpisu. Nie wiem jak to naprawdę było.


"Nie może, toteż, jak Ci pokazano, podpisują się i pod wyjaśnieniami zawartymi we wstępach do wielu słowników, że "blm" nie oznacza bezwzględnie braku form liczby mnogiej"

Gdzie mi pokazano? Niczego takiego nie widziałem.
Jeżeli nie zauważyłem to przepraszam i proszę o ponowne wskazanie.


"to, że w zwykłych, codziennych użyciach tych form się nie używa"

A słowa "codziennych" to już kompletnie nie kojarzę.
I naprawdę, gdybym zobaczył słowo wyjaśnienia, czym są te zwykłe, a jeszcze lepiej, czym są te niezwykłe użycia i kiedy można je popełnić, to ta cała dyskusja... być może wcale by jej nie było.


"To Ty uparcie chcesz odczytywać niefortunne "blm" dosłownie, mimo przeciwnych wskazań w słownikach."

Bo ja wiem czy takie niefortunne. Kiedyś blm znaczyło blm, i wszystko było jasne i proste. I to nawet pomimo tego, że nie wszystko dało się policzyć. A potem przyszli skrabliści, zrobili sobie własny słownik i powiedzieli, że nie ma rzeczy której się nie da policzyć, że policzyć można wszystko. Wszystko, nawet to co niepoliczalne.
No i się zaczęło. Nie moja wina.

winowjajca # 2018-11-13

@G-a
Nie ma sensu dyskutować z tym człowiekiem. Zafiksował się na punkcie dosłownego pojmowania "blm", w dodatku obwiniając Bogu ducha winnych skrablistów za to, że niby zmienili sens owego oznaczenia (co jest wierutną bzdurą, bo gry słowne nic w tej kwestii nie zmieniły, jedynie rozpowszechniły się dzięki nim tzw. formy potencjalne). Myślałem z początku, że to jakiś troll, ale teraz wydaje mi się, że to pewnie jakiś nauczyciel starej daty, dla którego pewne reguły są święte i nikt (nawet sam prof. Miodek) nie jest w stanie wyprowadzić go z błędnego myślenia. Jednym słowem, szkoda klawiatury / telefonu na niego. Niech sobie żyje dalej w swoim idealnym świecie, wolnym, od wszelkich "wynalazków" typu sian, zeł, złot, sedn, tlenów, chlorów itd. W końcu ma do tego prawo.

winowjajca # 2018-11-13

autokorekta: niepotrzebny przecinek po "wolnym"

winowjajca # 2018-11-13

"Komuś kto ma takiego nicka napewno brakuje rozumu."

W przeciwieństwie do piszących "napewno"?

~gosc # 2018-11-13

"Napewno" jest we wszystkich słownikach telefonicznych, więc musi być dobrze, choćby dlatego że to składowa tworząca uzus.