SJP
SŁOWNIK SJP

X

moralność

dopuszczalne w grach (i)

moralność

zespół powszechnie uznanych warunków, poglądów na wartości, na dobro i zło, przekonań, które wartościują określone działania


KOMENTARZE:

~gosc # 2014-02-09

Niepomocne...

~gosc # 2014-03-04

niech ktoś to wyjaśni !!!!

~gosc # 2014-08-02

Odróżnianie dobra od zła.

~gosc # 2014-08-10

a tłumaczenie?

mirnal # 2014-08-10

*Odróżnianie dobra od zła*
Inaczej odróżniają Rosjanie, inaczej inni Europi (teraz, konflikt pomiędzy Ukrainami a Rosjanami)?

~gosc # 2015-01-21

Moralność - system wartości etycznych jakie postuluje człowiek lub grupa ludzi i jakimi stara się posługiwać w życiu społecznym.

~gosc # 2015-01-21

Jeśli ktoś nie potrafi być przyzwoity i żartuje sobie z religii, to ryzykuje, że ktoś krewki dokona zamachu. Czy na tym polega wolność słowa?

~gosc # 2015-01-24

"*Odróżnianie dobra od zła*
Inaczej odróżniają Rosjanie, inaczej inni Europi (teraz, konflikt pomiędzy Ukrainami a Rosjanami)?"

Inaczej odróżniają chrześcijanie, inaczej poganie...

~gosc # 2019-12-07

Moralność to nie poglądy i nie przekonania. Nie zależy ona od człowieka, lecz jest od początku podstawą jego życia.
Próby dowolnej jej interpretacji - czy to podejmowane przez pojedynczego człowieka, czy to przez systemy polityczne - są ostatecznie destrukcyjne, co pokazuje historia.

~gosc # 2019-12-08

W końcu ktoś napisał sensownie.

~gosc # 2020-02-12

Moralnosc moze stac w sprzecznosci z obyczajami, chociaz one czesto ja ksztaltuja. Utozsamilbym ja z systemem wartosci, z tym ze nie jest to wylacznie ocena, opinia o danej wartosci, a raczej postawa i zachowanie wynikajace z niej. Nie zgadzam sie z powyzszym twierdzeniem. Nie ma jednej morslnosci, tak jak nie ma jednej prawdy, czy jednej sprawiedliwosci, poniewaz to czlowiek definiuje kazde z nich. Tak wiec ja moge lubic lody waniliowe i stwierdzic, ze sa dobre, jest to prawda. A ktos moze lubic czekoladowe, a waniliowych nie. Stwierdzi, ze sa nie dobre i tez bedzie mial racje. Tak samo dziala moralnosc. Jezeli ktos posiada empatie, to moze odczuwac przykrosc z powodu czyjejs krzywdy. Jak jest okrutny, to wrecz przeciwnie. Natomiast czemu tak jest? Bo kazdy czlowiek jest inny. "Rownosc" to tylko puste, krzywdzace haslo do manipulacji spoleczenstwem. Krzywdzace wlasnie jednostki, nie mowie, ze w kontekscie budowy spoleczenstwa zle. Odwolujac sie do drugiego zdania goscia z 7 grudnia, 'geny'. Do tego 'rozwoj' psychiczny - wychowanie, doswiadczenia. Mozliwe zaburzenia fizjologiczne, patologie. To stanowi moralnosc, jak i samego czlowieka wlasnie.

~gosc # 2020-02-12

No cóż. Wiele tu poruszonych wątków: obyczaje, wyznawany system wartości, decyzyjność człowieka, upodobania, wolitywność, wrażliwość, okrutność, odmienność ludzi, równość, uwarunkowania genetyczne, zdrowotne, społeczne, doświadczenia...
To wszystko jest relatywne. Jednak generalnie, definicja człowieczeństwa wynika z tego - czy tego chcemy, czy nie - że jest jeden Bóg, jedna prawda, a więc i jedna moralność (ponadczasowa, ponadwolitywna, bezwarunkowa). Jak sam mówi: Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem...
Pozdrawiam.

~gosc # 2020-02-13

A jeśli ja powiem, że jestem Drogą, Prawdą i Życiem?
Zbudujesz mi jakąś kapliczkę?
Jeśli będzie to konieczne - możesz mnie zobaczyć, dotknąć, porozmawiać ze mną plus wszelkie inne niefajne rzeczy (uderzyć, wyzwać mnie) - potwierdzić w sposób absolutnie fizyczny moje fizyczne istnienie.
Zapytam retorycznie - czy możesz to samo zrobić z ... Bogiem, o którym wspominasz?

~gosc # 2020-02-14

Człowiek nie może sam z siebie być Drogą, Prawdą i Życiem (Wiecznym), bowiem sam siebie nie stwarza. Nie jest bytem niezależnym. Przeciwnie, żyje w ogromnym strumieniu niezliczonych Łask (Bożych). To j. takie oczywiste jak to, że z prochu powstajemy i w proch się obracamy.
A 'fizyczność', to tylko część Rzeczywistości, niewspółmiernie wobec niej mała. Boga można było zobaczyć, dotknąć, porozmawiać, nawet wyzwać, uderzyć i ukrzyżować - potwierdzić Jego istnienie w sposób fizyczny (gdy "Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami"), jak i metafizyczny ("Ja i Ojciec jedno Jesteśmy"; "Królestwo Moje nie jest z tego świata, (ale) przyszedłem na świat, by dać świadectwo Prawdzie").
Teraz pozostaje wiara (mówi Stwórca: "kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie". Dzięki właśnie Tej prawdziwej Drodze, Prawdzie i Życiu Wiecznemu).

~gosc # 2020-02-15

I mówią niektórzy, że w XXI wieku sekciarstwa już nie ma.
Co za szowinistyczny bełkot.
I ta napuszona pisownia wielkimi literami...
Gdyby, teoretycznie - tenże Bóg fizycznie pierdnął - pachniałoby czym? Lawendą, Diorem?

~gosc # 2020-02-18

Ej, Gościu!, chyba przesadziłeś.
Nie musisz przyjmować tego, co chce wytłumaczyć Twój przedmówca. Ale Boga obrażać nie wolno, bo to narusza uczucia (dobra) wielu osób i sieje zgorszenie. Ponoć wszystkie grzechy mogą być odpuszczone, ale nie te przeciw Bogu. Więc lepiej się zreflektuj, póki jeszcze dany Ci jest czas.
Tak, w XXI w. nie powinno być już miejsca dla 'sekciarstwa', ale nie powinno być też dla zuchwalstwa, bezczeszczenia, wulgarności i prostactwa. Zastanów się.

~gosc # 2020-02-19

Gość to nowoczesna ciemnota, nie zrozumie, więc nie ma co z nim gadać.

~gosc # 2020-02-19

Żebyś Ty jeszcze potrafił rozumieć słowo pisane...
Tak, ty od Drogi i Prawdy.
Żebyś ty wiedział, co to szowinizm i narzucanie innym poglądów. Żebyś ty rozumiał, co to wolność wyznania...
I gdybyś epatował swoimi hasłami w miejscu do tego przeznaczonym... Nie rozumiesz tego.

~gosc # 2020-02-20

Możemy wyznawać sobie co chcemy lub nie wyznawać niczego, i w końcu stać nikim. Wiele człowiek może, lecz przez to wielka przed nim odpowiedzialność.
Władysław Jagiełło mawiał, że 'człowiekowi Bóg dał coś, co go obarcza przecież odpowiedzialnością na tym padole, wybór między dobrem i złem, i powiedział: dobro jest tym, co ciebie ze Mną połączy'.
Stąd wynika cała moralność, która tu jest punktem wyjściowym. Próby jej modyfikacji są próbami unikania odpowiedzialności.

~gosc # 2020-02-20

Korekta i uzupełnienie do powyższego:
Możemy wyznawać sobie co chcemy lub nie wyznawać niczego, i w końcu stać się nie wiadomo kim. Wiele człowiek może, lecz przez to wielka przed nim odpowiedzialność.
Władysław Jagiełło mawiał, że 'człowiek przychodzi na świat z łaską oglądania go, i że nic nie jest jego zasługą gdyż wszystko zostało mu dane, jak i wszystko zostanie mu odebrane gdy nadejdzie jego kres. Ale temu człowiekowi Bóg dał coś, co go obarcza przecież odpowiedzialnością za pobyt na tym padole, wybór między dobrem i złem, i powiedział: dobro jest tym, co ciebie ze Mną połączy'.
To oddaje w gruncie rzeczy sedno całej moralności, która tu jest punktem wyjściowym i o którą tu idzie spór. Próby jej modyfikacji, relatywizowania, ograniczania lub znoszenia są próbami unikania odpowiedzialności.

P.S. Tylko niech ktoś nie pisze znowu, że dobro i zło są relatywne, bo dojdziemy do absurdu. Bez twardego punktu odniesienia w życiu człowieka, nie można by normalnie żyć.

balans # 2020-02-20

Ciekawe - dlaczego imponderabilia takie jak moralność, dobro, miłosierdzie i inne w naszym kraju bardzo często łączone są z religią?
I to w taki trochę fanatyczny, natarczywy i narzucający innym sposób.
Wygląda na to, że bycie moralnym zarezerwowane jest tylko wierzącym.
I to jest ten szowinizm. Dyktat.
I przeciwko temu protestuję.
Co oczywiście zaraz jest odczytywane jako "agresja wobec tej biednej, szkalowanej religii"...

balans # 2020-02-21

"P.S. Tylko niech ktoś nie pisze znowu, że dobro i zło są relatywne, bo dojdziemy do absurdu. Bez twardego punktu odniesienia w życiu człowieka, nie można by normalnie żyć.'

Oczywiście, że są. To są "wartości" urojone, umowne, abstrakcyjne, ocenne, z natury subiektywne. Na dobrą sprawę można wyobrazić sobie matematyczną linię z plus i minus nieskończonościami po obu końcach.
I na dwa sposoby ją nazwać - jako Zło lub jako Dobro.
Zło o mniejszej wartości może być nazwane jako Dobro - czyli małe/mniejsze Zło w stosunku do dużego Zła.
W pewnych okolicznościach (epoka, zwyczaje i inne) za łaskawego (dobrego) władcę/pana uznany może być ktoś, kto skazał innego człowieka na szybką śmierć. A mógł nakazać powolne odcinanie mu członków, wyciąganie z niego trzewi połączone z dbaniem o to, żeby umierający mógł i musiał na to patrzeć.
Jak to oceniasz? Dobry i łaskawy jest ten pan? Czy tylko mniej zły?
Od czego zaczyna się Dobro lub Zło? Na czym się kończy Dobro lub Zło?
Twardy punkt odniesienia. Okay. Ale dlaczego Twój a nie mój?
Dlaczego ten punkt odniesienia ma być definiowany religią?
I na koniec pytanie niechętnie słyszane - dlaczego wierzący gardzą niewierzącymi i chyba ich nienawidzą?
Ja to tak odbieram i buntuję się - kiedy ktoś zaczyna mnie straszyć karami za "grzechy" w rozumieniu religijnych definicji grzechów.
Dla mnie jako niewierzącego nie istnieje żaden byt, o którym piszecie.
Dlaczego mam się go bać i uważać, żeby go przypadkiem nie obrazić?
Obrazić coś nieistniejącego?
Pisałem to w innym wątku - SJP - mam wrażenie - nie jest witryną religijną. Religia nie jest moim konikiem, kominem ratunkowym, fobią, chrapami. Jeśli o niej piszę - to chyba zawsze wtedy, kiedy czuję się sprowokowany czyimiś tekstami. Kiedy mam poczucie, że ktoś mi coś narzuca. Nie szanuje moich uczuć, dóbr.
Czy ja ich nie mam? Czy moje uczucia i dobra są mniej ważne od tego samego u wierzących?
Szanujcie niewierzących i ich prawa - a sami też będziecie szanowani i wasze prawa takoż. Anektujecie sobie "prawa autorskie" do dobra, miłosierdzia, szacunku dla innych - czyli do moralności - bądźcie moralni.

~gosc # 2020-02-24

Szanowny Przedmówco! Z całym szacunkiem przypominamy Ci, że 'nie znasz dnia ani godziny'. Spróbuj policzyć z absolutną precyzją włosy tylko na swej głowie, ziarenka piasku choćby na jednej z tysięcy plaż na świecie, z ilu kropel wody utworzone zostało tylko jedno z tysięcy na ziemi jezior, ilość byłych i obecnych gwiazd choćby w jednej z miliardów we wszechświecie galaktyk, czy dł. i szer. wszechświata.
Widzisz, my wiemy, że tego ludzkim rozumem nie jesteśmy w stanie dokonać, że ogarnąć to wszystko może tylko Istota wszechmocna - doskonały intelekt Boży. Czy Ty też to wiesz, czy tylko udajesz, że nie wiesz?
Jeśli jednak uda Ci się tego dokonać odezwij się, wówczas jesteśmy gotowi przyjąć Twoje argumentacje i wyznawać Twoje racje.
Załączamy wyrazy szacunku.

balans # 2020-02-25

Jakoś tak się składa, że mnie na Waszych racjach jakby mało zależy.
Mam swoje zdanie, z którym na ogół nie obnoszę się - nie inicjuję dyskusji.
A zakładanie, że musi istnieć jakiś BYT - może to prawda a może i nie.
Nie ma dowodu ani na TAK ani na NIE.
I podpinanie tej opcji (że TAK) pod coś "Bożego", że w dodatku jakaś literatura nazwana Pismo Święte, Słowo Boże - nie wiadomo kiedy, gdzie i przez kogo napisane - sorry, ja nie "kupuję" bezrefleksyjnie takiego wariantu.
Różnimy się, starajmy różnić się ładnie;-))
Również pozdrawiam.

balans # 2020-02-25

Po zastanowieniu - i to jest inna odmiana narzucania swoich poglądów innych. W grzecznych, uprzejmych słowach.
- My wiemy, że wszystkiego nie wiemy i nie jesteśmy w stanie wiedzieć, ale WIEMY, że KTOŚ musi to wszystko wiedzieć. Nie możemy tego udowodnić ale tak MUSI być, bo inaczej nie może być.

I w tym sposobie myślenia funkcjonuje założenie, że wszyscy MUSZĄ zastanawiać się nad tym BYTEM, bo... muszą.
I sprytny zabieg - przekonaj nas, że jest inaczej.
Udowodnij, że Boga nie ma.

A ja nie zamierzam niczego udowadniać. Dla mnie go nie ma.
Stoi przede mną pusta szklanka. Mam przeprowadzić dowód na to, co każdy może sam zobaczyć? Że jest pusta?
To Ty, czy Wy - wykażcie, że nie jest pusta choć na dziś wygląda na pustą.

Bez konfrontacji zaś to jest tak - na Ziemi w wielu miejscach jest mnóstwo różnych artefaktów datowanych na wiele tysięcy lat wstecz. Malowidła w grotach, pustynia Nazca, starożytne teksty.
I nie znamy odpowiedzi na pytania - czy dany rysunek przypadkowo zdradza podobieństwa do kombinezonu astronautycznego?
Czy przypadkiem jest to, że w pewnych budowlach można doszukać się koordynat znanych gwiazdozbiorów - np. Oriona?
Inne pytanie - czy odczytane tabliczki z pismem klinowym starożytnego Sumeru mówią prawdę informując o panteonie władców tej krainy jakoby żyjących po 600, 800 ziemskich lat?
Czy teorie o istotach nazwanych Ananke nie mają znamion prawdopodobieństwa? Czy podobieństwa w nazwie tych istot w Sumerze i w Ameryce Płn. w którymś z plemion indiańskich (chyba Hopi ale głowy nie dam) - to przypadek?
I to jest temat do przemyśleń.
A nie tylko analiza słów nieznanych autorów, nie wiadomo ile razy korygowanych, przekształcanych. Choćby podczas wielu procesów tłumaczeń.

Ja niczego nie narzucam.
I nie chcę być oportunistą, co to nie wierzy w Boga ale tak na wszelki wypadek boi się Jego gniewu.
Kim wtedy byłbym? Lichą, miękką cipą.

~gosc # 2020-03-08

Jeśli można się wtrącić.
Po pierwsze, ostatnie niecenzuralne słowo poddaje w wątpliwość wartość całego powyższego wywodu, na zasadzie, że „odrobina kwasu całe ciasto zakwasza”, obniżając jego jakość.
Po drugie, nie musimy dochodzić do założenia, że istnieje Istota wszechmocna, Stworzyciel wszystkiego (więc i wartości moralnych), zwana potocznie Bogiem, na drodze wiary. Możemy to zrobić na drodze logiki. Logika zaś mówi (podpowiada), że o ile jakiś przejaw otaczającego nas świata zaistniał przez ślepy przypadek, czy też miało miejsce kilka przypadków, czy niechby nawet sto (co jest już poza wszelkim prawdopodobieństwem), to na pewno nie miliardy miliardów koegzystujących harmonijnie przejawów istniejącego Świata.
Logika zatem niejako broni wartości wiary. Jeśli wobec tego chcemy podważać i logikę, jawnie demaskujemy nasze bezrozumne, złośliwe intencje. Wówczas nie ma już o czym rozmawiać.

balans # 2020-03-09

"...Logika zatem niejako broni wartości wiary..."

I to jest czystej wody manipulowanie umysłami.
Nie czytałeś tekstu wyżej ze zrozumieniem.
Nie zrozumiałeś więc, że całkiem możliwe jest to, że kiedyś (a może i teraz) jakiś ktoś (jakaś forma Rozumnego Bytu) zaingerowała w życie na planecie Ziemia w tzw. Układzie Słonecznym. W jakikolwiek sposób. Modyfikując łańcuch białkowego DNA - na przykład.
A któż to wie (potrafi udowodnić na TAK lub NIE) - że "epoka dinozaurów" nie była takim właśnie eksperymentem istot z zewnątrz?
Może uznano tę ścieżkę eksperymentu za ślepą i asteroida wyniszczająca dinozaury wcale nie była astronomicznym przypadkiem?

Mniejsza o to. Mnie chodzi tylko o to - wszelkie religie odnoszą się do jakichś bytów astralnych, "boskich", nieziemskich, nieludzkich.
To nadbudowa;-))
A z kolei wszelkie kodeksy nakazów i zakazów (Biblia, Koran, Tora i wszystkie inne) - to dzieła jednych ludzi (mniejszości) wymyślone, zredagowane i napisane - dla innych ludzi (ogromnej większości).
Cel - kilka ich jest. Integracja jakiejś grupy (plemiennej, etnicznej, zamieszkującej określony region) wokół wiary w coś, w kogoś.
Inny cel - zapewnienie wyższości inteligentniejszej i cwańszej mniejszości nad większością. Ta mniejszość to kto?
Zastanówmy się... Nie wszelcy "słudzy" danego bóstwa/bóstw?
Czyli kapłani, wieszcze, czarownicy, szamani?
To po linii ideologicznej. Po linii administracyjnej beneficjentami przywilejów są tzw. władcy - wodzowie, szejkowie, książęta, królowie, cesarze i im podobni.
W chrześcijaństwie nie są przypadkiem znane dwa z wielu nakazów, wskazówek moralnych?
- Ora et labora,
- Cesarzowi co cesarskie, Bogu co boskie.

Znasz te dwie ... maksymy?
Czemu one służą?
Dla mnie to dowód na to, że religia to polityka. Ubrana w słowa, słowa, słowa.
A polityka to manipulacja społeczeństwem.

Nie mieszaj zatem, szanowny adwersarzu porządków.
To, czy coś (świat, kosmos, Ziemia) powstało w taki czy inny sposób - tak naprawdę nie ma znaczenia dla żyjących.
Dziś żyjemy - jutro już nie.
Piekło? Niebo? Wierzysz w to?
Świat wokół nas, to jacy jesteśmy nawzajem dla siebie - to my o tym stanowimy. Podejmujemy przecież każdego dnia, każdej godziny jakieś decyzje. Mało ważne i ważne. Dla nas i dla innych.
To my kreujemy naszą rzeczywistość a nie Jakiś Byt, Przypadek czy Logika.

~gosc # 2020-04-07

1) Tyle wywodu, wybiegów, założeń, braku wiary, wierności, ufności - by tylko nie spojrzeć prawdzie w oczy. Z jednej strony tyle niepewności co do naszego pochodzenia, a z drugiej pewność, że to tylko my sami o sobie stanowimy. Nielogiczne.
2) To, że nie jesteśmy sami we wszechświecie, jest tylko argumentem 'za Stwórcą', z którego płynie bogactwo życia i jak sam np. mówi "mam też i inne owieczki, i te muszę przyprowadzić, i nastanie jedna owczarnia i jeden Pasterz".
3) Prędzej czy później będziemy musieli ostatecznie spojrzeć Prawdzie w oczy (to oczywiste – dla obiektywnego w końcu zobaczenia całego naszego na świecie nieuporządkowania). Lecz wtedy skończy się czas możliwości dokonywania przez nas wyboru i nie będzie tłumaczenia, że 'nie wiedziałem', skoro cały (cywilizowany) świat "o tym trąbi" od ponad dwóch tysięcy lat.
Zatem, nie bądźmy niczym Żydzi, którzy zatrzymali się w rozwoju intelektualno-duchowym właśnie ponad 2000 l. temu, odrzucając Boga który do nich przyszedł, bo głosił rzeczy moralnie dla nich niewygodne, niesprzyjające ich osobistym interesom, takim jak styl życia, światopogląd, wyznawane wartości czy pozycja społeczna.

balans # 2020-04-09

Pierdu pierdu - chodzi o to, że "moja prawda jest najprawdsza lub najmojsza.

"... jest tylko argumentem 'za Stwórcą', z którego płynie bogactwo życia i jak sam np. mówi..."

Rozmawiałeś ze Stwórcą owczarzem?
No, no...

~gosc # 2020-08-09

Dziękujemy za taką prawdę "najtwojszą", która niezadługo przeminie wraz z Tobą, jak każdy z nas. Tu chodzi o Prawdę ponadczasową, wieczną, do której Twoja prawda ma się tak, jak ziarnko piasku do nieskończoności wszechświata.

~gosc # 2020-08-14

Ja nie znam żadnego Prawdy.
Nie znam Wszechświata. Nie wiem, czy jest nieskończony.
A Ty wiesz?
Na moje pytania o rozmowy ze Stwórcą czy tym "Pasterzem" albo o to - gdzie jest tzw. niebo, piekło czy czyściec - nie odpowiadasz.
Przez to, że nie zasługuję na odpowiedź?
A może chodzi o to, że Ty też gówno wiesz a swoją niewiedzę maskujesz tym kościołowym pitu pitu?

~gosc # 2020-08-14

1) Pomożemy Ci (jeszcze) pomyśleć. Jeśli wszechświat kończy się gdzieś tam czymś, np. jakąś ścianą, to co jest za tą ścianą? Następna? Itd. itd. itd. itd.
Jak widzisz, nie trzeba długo myśleć, by się domyśleć.
2) Poczytaj sobie (jak będziesz w lepszym nastroju) książki o objawieniach, których jest pełno. W Internecie też jest tego mnóstwo.
Tam dowiesz się z "pierwszej ręki" o Bogu (który Cię tak mierzi) i o innych rzeczach ostatecznych.

P.S. Nie musisz być taki wulgarny.

~gosc # 2020-08-14

Już wy mi nie pomagajcie.
Ci, którym pomagacie - są łojeni z kasy, mają przetrzepane mózgi.
Objawienia?
Szpitale psychiatryczne pełne są ludzi mających różne objawienia.
Te tak zwane objawienia są reklamowane przez organizacje religijne - o ile ich "treść" zgadza się z linią danej organizacji. Dokładnie tak, jak z tak zwanymi "świętymi".
Prawie pięćset lat temu Marcin Luter już się w tym połapał.

Co jest za jakąś ścianą wszechświata - nie wiem i nie zamierzam spekulować - jeśli nie ma szans na zdobycie WIEDZY o tym.
Wiedzy a nie wiary.
Ty też nie wiesz. Tobie podobni tak samo. A wymądrzacie się - jakbyście WIEDZIELI.
Nie mierzi mnie jakiś byt - istniejący lub nie a raczej to robienie ludziom sieczki z mózgów.

Ciekawi mnie jedno - załóżmy, że na Ziemi pojawił się kiedyś jakiś byt z innej cywilizacji uznany przez współczesnych za Boga.
A co - jeśli ten byt jest taki jak w pierwszym filmie "Gwiezdnych wrót"?
Może podobny do bohatera 8 pasażera Nostromo?
aha - długość myślenia ma się nijak do zdobycia WIEDZY.
Wiedzy rozumianej jako stuprocentowa pewność poparta realnymi i niepodważalnymi dowodami a nie jakimiś wizjami sennymi, chorobliwymi czy wynikającymi z jakiegoś tzw. "nawiedzenia". Czyli niesprawdzalnymi.

~gosc # 2020-09-15

Oj Gościu, Gościu; przekomarzał byś się w nieskończoność. Wszystkiemu zaprzeczasz, wszystko negujesz. Łatwiej Ci uwierzyć w potwora z Nostromo, pewnie i w Godzillę, Frankensteina, czy Bolka i Lolka i psa Reksio, aniżeli w prawdziwego i żywego Boga, dzięki któremu możemy cieszyć się życiem.

Może jednak nie jesteś aż takim „negatem” jakim się rysujesz? Bo mimo wszystko szkoda by Cię było gdybyś spadł z tej cienkiej liny, po której stąpasz, a nie daj Boże całkiem przepadł.
Mówią „jeśli do trzech razy ktoś nie posłucha, odwróć się i idź swoją drogą”. Więc skończmy ten dyskurs, idźmy swoimi drogami, a na ich końcu okaże się, która z nich była właściwa.
Jest takie piękne powiedzenie: „choćbyś posiadł całą mądrość tego świata czy wiarę taką iżbyś góry przenosił, a miłości byś nie miał, byłbyś niczym”.
Więc nie tyle chodzi o przedmiot naszego sporu, ale właśnie o tą miłość, rozumianą jako serce, wrażliwość, czułość, tkliwość, zlitowanie czy zmiłowanie.
Jeśli to jest w nas, to już jest dobrze.

~gosc # 2020-09-15

A ty, gościu - daj sobie spokój z traktowaniem mnie jak niesfornego, zbuntowanego dziecka. Nie sądzę, żebym cokolwiek zawdzięczał jakiejkolwiek istocie boskiej. Prawdziwej, żywej - jak piszesz. Bez sensu. Widziałeś swego Boga? Mówił do ciebie? Dotykałeś go?
Dobrze wiemy, że nie.
Natomiast takie wartości jak wrażliwość, współczucie, miłosierdzie - one nie mają na sobie pieczęci żadnego bóstwa. Choć wy uzurpujecie sobie prawa do tego. I jednocześnie łamiecie je.
Mową nienawiści wielu z was. I tych fundamentalistów, co to na ulicach krzyczą - Żydzi do Żydostanu!
I tych dostojnych, niektórych oczywiście, ziemskich namiestników waszego Boga na Ziemi.
Krew ofiar rzezi wojen i przesądów religijnych - krzyczy z łamów historii.
A ty bełkoczesz coś o czułości. Nie szukaj daleko, 11 listopad niedługo.
Idź z tą mową na wiadomy marsz z młodzieńcami w kominiarkach z bejsbolami w wiodących rolach. Oni podobno są wysportowani, silni i bardzo religijni. A jeśli nie są mocno wierzący - to są popierani przez różnych religiantów religii Jedynej i Słusznej w naszym kraju.
Znajdziesz tam dużo miłości. Łatwo z jej nadmiaru można przytomność stracić i mieć połamane żebra.
Powodzenia.

~gosc # 2020-09-16

"I tych fundamentalistów, co to na ulicach krzyczą - Żydzi do Żydostanu!"

Nie przejmowałbym się realnym wpływem hałaśliwego marginesu, pod warunkiem, oczywiście, że nie pozwoli mu się rozrosnąć. Natomiast chciałem zwrócić uwagę, że ostatnio to hasła w rodzaju "Żydzi do Żydostanu" wznoszono w 1968 pod rządami i z inspiracji reżimu z założenia ateistycznego. Co gorsza, miało to realne przełożenie na fakty polityczne. A wcześniej? Hm... trzeba by się cofnąć jakieś 80 lat.. tamten reżim też katolickim, a nawet chrześcijańskim nie był.

"Idź z tą mową na wiadomy marsz z młodzieńcami w kominiarkach z bejsbolami w wiodących rolach."

Teraz to już nie ma po co, ale kilka lat temu można było się spotkać z przybyłymi zza zachodniej granicy bojówkami "organizacji, która nie istnieje" :D
Żeby nie było - uważam, że jedni i drudzy są siebie warci, a dylemat czy miałbym wybierać dżumę czy cholerę nie wydaje się atrakcyjny.

"Krew ofiar rzezi wojen i przesądów religijnych - krzyczy z łamów historii."

Owszem, nie przeczę, były ich pewnie miliony. A teraz zechciej odpowiedzieć - w imię jakiej religii, jako wysłannicy którego boga mordowali: Czyngis Chan, Atilla, rewolucjoniści 1789, bolszewicy, naziści, Mao, Idi Amin czy Pol Pot?

"Natomiast takie wartości jak wrażliwość, współczucie, miłosierdzie - one nie mają na sobie pieczęci żadnego bóstwa."

To sprawa dyskusyjna, ja (będąc agnostykiem) powiedziałbym tak - jeśli nawet nie mają źródła boskiego, to trudno zaprzeczyć, że na pewnym etapie rozwoju ludzkości to właśnie przystawienie im boskiej, metafizycznej pieczęci nadało im ważność, pozwoliło zapanować nad człowiekiem i go ucywilizować, a następnie utrwalić te wartości.

G-a

~gosc # 2020-09-18

Dobro i zło zależy od sytuacji, a moralność jest subiektywnie wzięta z danych poglądów politycznych danej ludzkiej jednostki. Jak ktoś umie modyfikować moralność w zależności od sytuacji wybije się nad ślepy lud i stanie się człowiekiem sukcesu.